Tłumacze konferencyji to również eksperci od dobrej zabawy!
Jakub Skrzeczkowski
22.07.2026
Tłumacz symultaniczny kojarzy się zazwyczaj z pełnym skupieniem, kabiną tłumaczeniową, słuchawkami i nieustanną walką z czasem. Trudno więc uwierzyć, że ta sama grupa zawodowa potrafi zamienić poważne miny na salwy śmiechu. A jednak! Wystarczyło odrobinę chęci, dobry plan i zaproszenie skierowane do ponad trzydziestu osób. Ostatecznie na imprezie pojawiło się dwudziestu tłumaczy, którzy udowodnili, że po godzinach potrafią być równie spontaniczni, jak podczas błyskawicznego przekładania przemówień.
Spotkanie zostało przygotowane z niemal konferencyjną precyzją – był harmonogram, zarezerwowane sale i plan, którego nie powstydziłby się organizator międzynarodowego szczytu. Na dobry początek podzieliliśmy się na dwie drużyny i zmierzyliśmy w QuizGame, czyli zabawie inspirowanej telewizyjnymi hitami takimi jak Familiada, Koło Fortuny czy Milionerzy. Rywalizacja szybko pokazała, że tłumacze równie sprawnie operują humorem, jak językami obcymi. Po emocjonujących rozgrywkach przyszedł czas na coś dobrego do jedzenia i chwilę oddechu.
Drugim punktem programu była prywatna impreza w klimatycznym obiekcie House Szkolna 17. Trafienie na miejsce okazało się pierwszą grą terenową wieczoru – na domofonie próżno było szukać nazwy lokalu. Na szczęście tłumacze zawodowo rozwiązują trudniejsze zagadki niż odnalezienie właściwych drzwi, więc wszyscy szczęśliwie dotarli na miejsce.
W trakcie spotkania udało się nagrać wywiady z tłumaczami symultanicznymi oraz materiał filmowy z całej imprezy. Gotowy film, już po montażu, trafił później do wszystkich uczestników jako pamiątka z tego wyjątkowego wieczoru. Między rozmowami, żartami i kolejnymi zabawami integracyjnymi szybko okazało się, że osoby, które na co dzień tłumaczą najpoważniejsze konferencje świata, wcale nie muszą być śmiertelnie poważne. Wręcz przeciwnie – poczucie humoru okazało się językiem, który wszyscy znali perfekcyjnie.
Na deser zostawiliśmy punkt programu, który wymagał już nie tylko znajomości języków, ale przede wszystkim kondycji – silent disco. Uzbrojony w kamerę i statyw ruszyłem dokumentować taneczne popisy moich kolegów i koleżanek po fachu. Największą niespodzianką wieczoru był spontaniczny „flash mob” tłumaczek, które z pełnym zaangażowaniem śpiewały i tańczyły do legendarnego „Living on a Prayer”. Gdyby ktoś powiedział uczestnikom konferencji kilka godzin wcześniej, że zobaczą taki występ, zapewne poprosiliby o... tłumaczenie.
Zabawa trwała aż do godziny 2:40 nad ranem, a bezpieczny powrót do domów zapewniła niezawodna koleżanka, która tego wieczoru pełniła zaszczytną funkcję kierowcy. Ta impreza integracyjna pokazała jedno – tłumacze symultaniczni również potrzebują chwili oddechu po intensywnym sezonie konferencyjnym. Bo choć na co dzień przekładają słowa z zawrotną prędkością, raz na jakiś czas warto przełożyć słuchawki na słuchawki od silent disco i przypomnieć sobie, że najlepszym wspólnym językiem bywa po prostu dobra zabawa.